Taniec w Radomiu, Szkoły tańca Mistrzowie tańca z Radomia - Pląsawisko - Co za dzień

Mistrzowie tańca z Radomia


Podczas VI Ogólnopolskiego Turnieju Tańca Towarzyskiego w Wyszkowie para tancerzy z Radomia wywalczyła pierwsze miejsce na podium. Tym samym Karolina Zielony i Mateusz Filipowski, podopieczni radomskiej Szkoły Tańca "Rockstep", zdobyli najwyższą klasę taneczną w Polsce - klasę A. Z Karoliną Zielony i Mateuszem Filipowskim o pasji, tańcu i miłości rozmawia Dorota Trojanowska.


17 marca przeszliście do najwyższej klasy tanecznej. Emocje już opadły?

Karolina Zielony: - Czuję się niesamowicie. Kiedy wstaję rano i widzę puchar, to cały czas się uśmiecham. Z mamą oglądamy codziennie nagranie z turnieju. Jest to duże osiągnięcie, bo trzeba było sporo poczekać i zdobyć wiele nagród. W klasie B osiem razy musieliśmy zająć miejsce na podium, żeby przejść do tej najwyższej. To dzięki wsparciu naszych trenerów udało nam się osiągnąć ten sukces. A nie było łatwo.

Pamiętacie początek waszej przygody z tańcem?

K.Z.: - Od zawsze lubiłam tańczyć, gdziekolwiek słyszałam muzykę, to nogi same rwały się do tańca. W trzeciej klasie podstawówki wspólnie z koleżankami zapisałyśmy się na zajęcia taneczne. Było nas trzy, ale po roku uczęszczania na zajęcia reszta zrezygnowała, więc kontynuowałam naukę sama.

Mateusz Filipowski: - Zainteresowałem się tańcem dzięki mojej nauczycielce ze szkoły podstawowej. Podczas zabawy choinkowej został odkryty mój talent i potem jakoś się wszystko potoczyło. Zapisałem się wówczas do Szkoły Tańca „Rockstep” i do tej pory tutaj szlifuję swoje umiejętności taneczne.

Taniec towarzyski pozawala wam się w pełni realizować? Myśleliście, aby zmienić styl?

K. Z.: - Tylko taniec towarzyski! – tu jestem sobą. Nie odnajduję się w innych stylach. Te stroje, fryzury, wyjątkowe dla stylu towarzyskiego, to lubię.

M.F.: - Na początku byłem nastawiony na taniec współczesny typu break dance, jednak trafiłem na zajęcia z tańca towarzyskiego. Nie byłem tych zachwycony, ale dzięki pozytywnemu podejściu trenera i jego pasji zmieniłem zdanie. I tak już od przeszło 13 lat trenuję taniec towarzyski. Daje mi on najwięcej radości, choć inne style także mnie kręcą.

W tym tańcu ważna jest prezencja. Czy taniec towarzyski wpływa na wasz codzienny styl noszenia się?

K.Z.: - Na co dzień preferuję sukienki, zwłaszcza elegancki styl. Chciałabym, żeby na pierwszy rzut oka było wiadomo, że specjalizuję się w tańcu towarzyskim. To jak w tańcu - kobiety smukłe, zgrabne, wyprostowane, pewne swojej kobiecości robią wrażenie.

Czyli taniec dodaje pewności siebie?

K.Z.: - Niegdyś byłam bardzo nieśmiała. Wstydziłam się nawet powiedzieć "dzień dobry", wchodząc np. do sklepu. Taniec towarzyski sprawił, że i na parkiecie, i na co dzień uśmiecham się, czasem kokietuję, nawiązuję kontakt. Stałam się bardziej otwarta i pewna siebie.

M.F.: - Jeżeli ktoś się na 100 procent zaangażuje w taniec towarzyski, to człowiek może tym przesiąknąć. Wtedy w życiu goszczą elementy tańca. Człowiek wychodząc na ulicę stara się trzymać taką sylwetkę, jak przy wyjściu na parkiet. i Odpowiednia prezencja z pewnością pomaga w życiu codziennym i dodaje zastrzyk pewności siebie.

Tańce standardowe czy latynoamerykańskie? Które są wam bliższe?

K.Z.: - Zdecydowanie preferujemy tańce latynoamerykańskie.  Są bardzo żywiołowe. Możemy się wtedy wyżyć i pokazać emocje. Mój partner najbardziej lubi jive’a ze względu na swój temperament. Każdy rodzaj tańca pozwala na przekazanie czegoś innego. W gorącej sambie, pokazujemy gonitwę za drugą osobą. Każdy taniec ma swoją opowieść. Tańcząc rumbę, możemy pokazać wszystkie  emocje, którymi siebie darzymy, zwłaszcza, że jesteśmy parą również prywatnie,

Mówimy o pozytywnych emocjach. A kłótnie się zdarzają?

M.F.: - Kiedy się złościmy,  wyrażamy to w paso doble. Ten taniec pokazuje walkę torreadora z bykiem (śmiech). Nerwy nie przeszkadzają w tym tańcu, a wręcz przeciwnie, mogą nawet pomóc. Jedno wtedy chce wygrać i pokazać, kto tu rządzi. Jak na korridzie - na koniec okazuje się, kto był lepszy.

K.Z.: - Oczywiście partnerka musi być lepsza (śmiech).

W takim razie, kto u was rządzi?

K.Z.: - Sądzę, że ja dowodzę, a mój partner pozwala mi tak sądzić (uśmiech). Teoretycznie w tańcu prowadzi mężczyzna, ale w naszym przypadku ostateczne zdanie ma kobieta.

M.F.: - Ktoś musi dominować. Jednak staramy się wypracować kompromis. Dlatego przez różnicę zdań dochodzi czasem do sprzeczek.

Potknięcie zdarza się nawet najlepszym. Miewacie wpadki na parkiecie? Jak sobie z nimi radzicie?

K.Z.: - Mam przed oczami, jak się przewracamy razem na turnieju w Halinowie, niedaleko Warszawy. Wykonywaliśmy figurę w rumbie, byłam bardzo blisko parkietu. I mój partner tak niefortunnie  ustawił nogę, że runęliśmy razem na podłogę. To stało się bardzo szybko. Natychmiast podnieśliśmy się i zobaczyłam pióra z mojego stroju na parkiecie. Oczywiście tańczyliśmy dalej. Zdarza się także całkowite zaćmienie, gdy jedno z nas zapomina choreografii, wtedy improwizujemy.

M.F.: - Tu ważna jest improwizacja i rozumienie bez słów. Gdy jedno z nas się pomyli, to nie możemy podczas turnieju się odezwać. Trzeba spojrzeć na siebie i wszystko wiedzieć. Znamy się już trochę. Czasem nawet nikt nie zauważa naszej wpadki.

Taniec, miłość i treningi. A jakie macie plany na przyszłość?

M.F.: - Chcemy ruszyć w świat, po tym, jak Karolina skończy liceum. Planujemy wspólną przyszłość.

K.Z.: - Będziemy kontynuować karierę taneczną. Poszukamy większych możliwości. Po maturze się okaże, czy zostaniemy w Radomiu, czy wyruszymy do większego miasta rozwijać swoje zdolności taneczne.

A marzenia?

K.Z.: -Chcielibyśmy pojechać na najbardziej prestiżowy turniej tańca do Blackpool.  Zjeżdża się tu elita tancerzy z całego świata. Zobaczyć ich na żywo i zatańczyć na jednym parkiecie, byłoby niesamowitym przeżyciem. Wtedy moglibyśmy poczuć te wszystkie emocje i inspirować się do dalszej pracy.

M.F.: - Podczas turnieju w Blackpool pary tańczą do muzyki granej na żywo przez orkiestrę. Około trzystu par przyjeżdża w jednej kategorii, żeby wziąć w nim udział. Tu za osobę płaci się ok. 300 funtów.

Taniec jest kosztowną pasją?

K.Z.: - Oczywiście. Do każdego turnieju trzeba się przygotować. Najbardziej kosztowne są stroje i wyjazdy. Sukienki są bardzo drogie, im bardziej zdobione, tym cena jest ich wyższa. Koszt sukienki to ponad trzy tysiące złotych. Niektórzy myślą, że na turniejach tańca się zarabia. A to jest nieprawda. Wręcz przeciwnie, za każde wejście to my płacimy.

M.F.: - Jest to trudna i kosztowna pasja. Nikt nie widzi, ile wysiłku i pieniędzy trzeba włożyć w to, żeby realizować siebie.

Próbujecie zdobyć na to fundusze?

K.Z.: - Dajemy pokazy na bankietach, weselach czy innych wydarzeniach. Występowałam podczas ubiegłorocznych Targów Ślubnych.

M.F.: - Szukamy osób czy też firm, które wspomogłyby realizację naszych pasji.


Kontakt:

Mateusz: 730039313

Karolina: 500237627

Fot. archiwum prywatne


Wasze komentarze


Polecany artykuł

Zatańczmy oberki i mazurki, czyli Zawirowania radomskie Czas na kolejną dawkę pięknej muzyczno-tanecznej tradycji Radomszczyzny. W sobotę, 9...

x