"KI" - model współczesnej matki Polki


"KI" pokazuje model współczesnej matki Polki. Film Leszka Dawida z Romą Gąsiorowską w roli głównej (która w miniony wtorek otrzymała Złotą Kaczkę za najlepszą aktorkę tego sezonu) ukazuje perypetie kobiety nieprzygotowanej do macierzyństwa, która spotyka na swojej drodze niewłaściwych ludzi.

To historia młodej matki, która nie może pogodzić się z tym, że ma już dwuletniego synka i niestety jej życie od dawna nie wygląda jak kiedyś, jak za czasów niekontrolowanego szaleństwa na imprezach. Mieszka z ojcem dziecka. Wspólne życie zupełnie im nie wychodzi. On jest nerwowy, nie ma podejścia do dziecka ani do niej. Nie mogą się dogadać. Ona nie może na niego liczyć. Zmagają się z problemami finansowymi. On łapie się każdego zajęcia, ona pozuje nago studentom jednej z akademii sztuk pięknych. Ich życie razem kończy w momencie kiedy on podnosi na nią rękę i uderza w twarz.

Ki wyprowadza się do przyjaciółki. Tam robi totalną demolkę - bałagan jest dosłownie wszędzie, w kuchni dzieje się istna Sodoma i Gomora - jakby ten cały rozgardiasz pokazywał styl życia Ki. Opiekę nad Pio (tak nazywa swego syna, Piotrusia) wciska każdemu, nawet przypadkowo poznanym ludziom. Jej współlokator - spokojny, zorganizowany, dobrze ułożony Mikołaj, wielokrotnie irytuje się, kiedy Ki sama stwarza sobie problemy. Robi to notorycznie. Sporym problemem okazuje się kontrola opieki społecznej, która chce ograniczyć prawa rodzicielskie Ki. Na szczęście dziewczyna rozwiązuje to w brawurowy sposób. Ale to nie koniec jej kłopotów - ojciec chłopca nie chce płacić alimentów na dziecko. Po akcji w dyskotece, Ki zostaje sama z Pio. Mikołaj wyjeżdża. Koleżanki coraz rzadziej się odzywają.

Ki to dziewczyna, która zbyt wcześnie została mamą i kompletnie nie radzi sobie z tym faktem. Środowisko, w którym się obraca, stara się jej pomóc, ale ona nie za bardzo wie, jak z tego efektywnie skorzystać. W jej głowie nadal "siedzą" imprezy, alkohol, totalny luz, a nie opieka nad synem. Nie ma oparcia w facetach, których spotyka na swojej drodze. Film jest mocny, bardzo współczesny. Z pewnością warto go obejrzeć.

K. S.


Tagi: ki, film, kino, radom
Wasze komentarze


Polecany artykuł

Miłość, zbrodnia i ucieczka w "Grand Budapest Hotel"... Kiedy parę lat temu po sobie razy obejrzałem film "Pociąg do Darjeeling", odkryłem dla siebie...

x