Robię to co lubię - Biblioteczka - Co za dzień
baner

Robię to co lubię


Adrian SzaryJuż 16 marca w RKSTiG "Łaźnia" radomski poeta Adrian Szary będzie obchodził 15-lecie swojej działalności literackiej. Rozmawiamy  z nim o poezji, pracy z dziećmi, pasjach i codziennym życiu.



Skąd wzięła się Twoja pasja do literatury?

-  Może stąd, że w młodości mój tata pisał wiersze, a mama czytała mi wi
ele utworów lirycznych i słuchała poezji śpiewanej, m.in. piosenek Bogusława Meca, Michała Bajora i Grzegorza Turnaua. Z tym ostatnim prowadzę nawet dość ożywioną korespondencję, podsyłam mu czasem swoje teksty. Być może kiedyś uda nam się stworzyć jakąś wspólną piosenkę. Kto wie…  
Zadebiutowałem bardzo wcześnie, na antenie radomskiego radia, w roku 1997. Prezentowałem bajki własnego autorstwa, które znalazły się po latach w zbiorze "Szarówki, czyli bajki do czytania
o zmierzchu". 

Jesteś fascynatem Jana Brzechwy. To dlatego powstały "Szarówki..."?

- Tak, stąd wzięła się inspiracja do pisania bajek. Jednak moi bohaterowie są bardziej egzotyczni niż ma to miejsce w twórczości  Brzechwy. Dzisiaj nie potrafiłbym już chyba pisać bajek dla dzieci. Moje teksty są kierowane raczej do odbiorców dorosłych. Wyjątkiem jest tu wiersz "Tulipany", który napisałem dla mojej żony, a jego odbiorcami mogą być zarówno dzieci jak i dorośli. Utwór powstał przy okazji składania  "Szarówek...", w 2009 r.

"Szarówki..." długi okres przeleżały w szufladzie. Nie były gotowe na publikację?

- Prawie dwanaście lat czekałem na wydanie bajek, a Sylwester Zakrzewski zilustrował je w ciągu dwunastu minut, na moich oczach (śmiech).  Kiedy powstały w 1997 roku, najpierw nie pokazywałem ich nikomu. Potem trafiły do szkolnej gablotki obok innych moich wierszy. Zostały nawet wystawione przez koleżanki i kolegów z mojej klasy.  W końcu trafiłem do radia, gdzie zaprezentowałem je obok innych moich utworów,  a następnie trafiłem na warsztaty literackie do Związku Literatów Polskich, oddział w Radomiu. Do Pani Jadwigi Góźdź. Moje teksty zaczęły być publikowane  w różnych antologiach i czasopismach. W 2007 roku ukazał się mój debiutancki tomik poezji "Wianek z myśli", a na publikację „Szarówek” przyszedł czas później. Namówiła mnie do ich wydania moja żona.

I z tych tekstów powstała płyta "Arkowo-bajkowo"...

- To był pomysł księdza Andrzeja Tuszyńskiego, Ewy Kamińskiej, Andrzeja Zarzyckiego i Gosi Budzyńskiej, czyli tych osób, z którymi  współpracuję w „Arce”.  Pomyśleliśmy, że warto byłoby do tych tekstów napisać muzykę i nagrać ją w dziecięcych wykonaniach. Zrobiliśmy casting dla młodych mieszkańców Radomia i wybraliśmy dzieci w wieku od 6 do 12 lat. Nie pamiętam, aby wcześniej w naszym mieście były organizowane takie inicjatywy, jak nagranie bajek, w pełni autorskich.

Prowadzisz w Radomiu zajęcia z młodymi ludźmi. Skąd wziął się pomysł na warsztaty literackie?

- Tak jak wspominałem, sam w takich warsztatach uczestniczyłem. Wiem, że sporo grup literackich prowadzi tego typu warsztaty, ale dla starszych odbiorców. Pomyślałem, że w Radomiu tak naprawdę nie ma takiego miejsca, takich zajęć, gdzie ci młodzi twórcy mogliby się spotkać i porozmawiać. Na początku zorganizowałem warsztaty w Zespole Szkół Plastycznych, gdzie byłem nauczycielem. Obecnie odbywają się one w ZSO nr 6 im. J. Kochanowskiego, w którym pracuję, w ramach dodatkowych zajęć dla zainteresowanych uczniów tej szkoły i oczywiście, w "Arce", gdzie spotyka się młodzież z różnych szkół.

Dużo osób przychodzi na zajęcia?

- W VI LO aktualnie przychodzi do mnie około 10 osób. Zajęcia prowadzone przeze mnie  w "Arce" skupiają 15-20 uczestników.  Wiele osób na warsztaty uczęszcza już od długiego czasu. Słyszę nieraz, że ktoś nie był do południa w szkole, a mimo to przyszedł po południu na warsztaty literackie do „Arki” - to miłe.  Kiedyś zajęcia w „Arce” odbywały się raz w miesiącu, ale w związku z dużym zainteresowaniem,  organizowane są teraz co dwa tygodnie. Są one podzielone tematycznie jedne poświęcamy tylko prozie, inne poezji, kolejne tekstom scenicznym.

AsocjacjeJakie są efekty wspólnej pracy?

- Każdy rok kończy się antologią. W tej chwili jest ich cztery: "Puzzle pamięci", "Nowa teoria literatury użytkowej", "Na szarym początku...", "Asocjacje". Dzięki "Arce" mamy możliwość opublikowania tych tekstów. W latach 2009-2011 prowadziliśmy cykl autorskich wieczorów literackich. Wzięło w nich udział 10-12 warsztatowiczów.  Organizujemy także promocje antologii w miejskich ośrodkach kultury.   Marzy mi się cykl wydawniczy, ale na to potrzebne jest jeszcze więcej funduszy. Można by było wydawać np. indywidualne tomiki. W przyszłym roku będziemy obchodzili jubileusz 5-lecia warsztatów literackich.

Są takie osoby, które wyróżniają się spośród warsztatowiczów?

- Zdecydowanie tak. Mają one przede wszystkim spory materiał tekstowy i powoli wypracowują swój  styl. Odnoszą sukcesy w konkursach literackich, publikują. To bardzo mnie cieszy, jako ich instruktora i opiekuna.

Liryka, epika, dramat - jaki gatunek jest twoim ulubionym?

- Najlepiej czuję się w poezji, więcej też piszę tego typu tekstów. Rzadko tworzę opowiadania, a teksty dramatyczne już całkiem okazjonalnie. Występuję też na autorskich wieczorach literackich, na których prezentuję swoje wiersze. Najczęściej odbywają się one w Radomiu, ale coraz częściej także poza naszym miastem.

Co dla Ciebie jest ważniejsze? Twórczość własna czy może antologie powstałe we współpracy
z dziećmi?

- Dla mnie zdecydowanie większą wartość mają antologie. Dużo radości przynoszą mi spotkania warsztatowe z tymi młodymi ludźmi, pokazywanie im drogi. Dla uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych z Radomia i okolic wprowadziłem także konkurs literacki. Dotychczas odbyło się siedem edycji, a właśnie pracuję nad ósmą. Zawsze zapraszamy uznanych radomskich twórców i jakiś zespół muzyczny, związany z naszym miastem.

Jesteś też współorganizatorem Radomskich Wieczorów Organowych...

- To za dużo powiedziane. Ja tam pełniłem przez pięć edycji funkcję konferansjera. To Jakub Kwintal jest inicjatorem, pomysłodawcą i organizatorem festiwalu. On mi zaproponował prowadzenie tych koncertów, z racji na moje wcześniejsze doświadczenia konferansjerskie. Prowadziłem RWO przez wszystkie pięć edycji od 2007 roku. Obok radomskich muzyków przyjeżdżali artyści z całej Polski, a nawet ze świata. Podczas jednego z koncertów muzyki organowej prezentowałem też swoje wiersze. Myślę, że to było doskonałe połączenie. Coraz trudniej było jednak z finansowaniem tego festiwalu.

Jakub Kwintal powiedział o Tobie: "Jak zawsze swobodny i dowcipny, świetnie przekazujący słuchaczom przygotowywane przeze mnie muzyczne informacje, ciekawostki czy anegdoty. Zawsze potrafi nas, artystów i organizatorów, czymś zaskoczyć. Mistrz!".

- Kuba jest moim przyjacielem. Należeliśmy do jednej parafii, w której ja byłem lektorem, a on organistą. Tam się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Wpadł nam kiedyś do głowy pomysł napisania wspólnych piosenek. Nagraliśmy nawet taki maxisingiel w radomskim radiu, zatytułowany  "Kiedy zasiadam do pianina".  Znalazło się tam pięć utworów z muzyką Kuby i moimi tekstami. Nawet do jednej piosenki powstał teledysk. Bardzo przyjemnie ten czas wspominam.

Jesteś rzecznikiem Radomskiego Towarzystwa Naukowego. Czy w naszym regionie prowadzone są obecnie jakieś badania naukowe?

- Do tej pory to były głównie badania historyczne. Wynikało to z faktu, że w zarządzie byli historycy. W tej chwili szefem RTNu  jest  polonista  Marcin Kępa.  Dzięki temu ożywił nieco działalność polonistyczną i filozoficzną, w związku chociażby z postacią Leszka Kołakowskiego. Współpraca z RTNem jest też związana z moją pracą naukową. Jestem w trakcie pisania pracy doktorskiej na temat świata wartości w bajkach Leszka Kołakowskiego.

Jesteś nauczycielem w ZSO nr 6 im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. Wcześniej uczyłeś w kilku innych szkołach w naszym mieście. Czujesz się bardziej poetą czy polonistą?

- Zawsze na to pytanie odpowiadam, że czuję się przede wszystkim nauczycielem, bo pasja poetycka jest gdzieś obok. Priorytetem dla mnie jest praca pedagogiczna i naukowa, która daje mi ogromną satysfakcję. Nigdy nie wyobrażałem sobie innego zawodu niż ten, który wykonuję, czyli nauczyciel języka polskiego.

Jak godzisz te wszystkie obowiązki, pasje i życie prywatne?

- Powiem szczerze, że niestety jest zawsze coś  kosztem czegoś. Trzeba by było zapytać moją żonę, jak  wytrzymuje ze mną, prowadzącym tak intensywny tryb życia. Moja żona Madzia jest dla mnie ogromnym wsparciem i jednocześnie natchnieniem do tworzenia, działania. Wiadomo jednak, że każda działalność wymaga czasu i pewnych wyrzeczeń. Zawsze powtarzam żonie, że każdy ma inną pasję.  Jedni chodzą na ryby,  inni  na grzyby, a ja w tym czasie zajmuję się poezją. Piszę ją, publikuję, prezentuję. Staram się godzić obowiązki zawodowe i rodzinne z tą pasją literacką, tak żeby na wszystko znaleźć czas. Niejednokrotnie towarzyszy mi jednak przeczucie, że tych rzeczy do zrobienia mam tak dużo, jakbym nie miał zbyt wiele czasu na ich zrealizowanie i chciał wykonać je wszystkie jak najprędzej…  Wynika to zapewne z tempa życia, które jest coraz większe dla nas wszystkich.

W takim razie co powoduje, że jesteś tak pogodnym człowiekiem?

- Jest wiele powodów. Przede wszystkim mam wspaniałą żonę. Moja żona też jest polonistką, mamy zatem wspólne zainteresowania. Możemy po całym dniu relaksować się przy tych samych filmach i książkach. Muszę przyznać, że jestem szczęściarzem. W życiu rodzinnym, zawodowym i literackim czuję się spełniony. Robię to co lubię i to co zawsze chciałem robić.


Rozmawiał: Norbert Nowocień


Wasze komentarze


Polecany artykuł

Książki na wolności Dziedziniec biblioteki miejskiej ponownie został zasypany książkami, które szukały nowego...

x