Radomski fizyk wyjaśnia zagadki wszechświata

Radomski fizyk wyjaśnia zagadki wszechświata
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ


Ukończył pan naszego „Kochanowskiego”...

    - Tak, do VI LO poszedłem jako miłośnik chemii i astronomii, a wyszedłem jako przyszły fizyk. To zasługa nauczyciela oraz mojej ciekawości. W chemii było mnóstwo pytań, na które nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Stwierdziłem, że fizyka mi na te pytania odpowie. Zacząłem się uczyć ogólnej teorii względności Alberta Einsteina, która jest wykładana na czwartym roku studiów fizyki. Gdy przeczytałem jej podstawy, stwierdziłem że to jest najpiękniejsza teoria jaką kiedykolwiek poznałem. To ona sprawiła, że już wtedy wiedziałem, że będę fizykiem. Następnie pojechałem do Krakowa gdzie studiowałem przez rok. Już wtedy zaliczyłem wykład z czwartego roku z ogólnej teorii względności. W następnym roku przeniosłem się do Warszawy i studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim.

    Jak wspomina pan swoje życie studenckie, gdy jeszcze mieszkał pan w Warszawie?

    - Bardzo dobrze, zawsze starałem się ze wszystkimi mieć dobry kontakt. Pamiętam, że mieszkałem w akademiku ze studentami geologii, byli oni bardzo towarzyscy co mi niezwykle odpowiadało. Nie przeszkadzali mi w nauce, ponieważ potrafiłem skupić się nawet gdy nie było cicho - dlatego gdy rozmawiali, ja obliczałem to co chciałem, a przy okazji dyskutowałem z nimi. Zaliczyłem nawet dwa przedmioty z geologii, bo mnie tak zainteresowały. To było naprawdę normalne życie studenckie, były spotkania i imprezy.

Nie chciał pan zostać w Polsce?

    - Po obronie pracy magisterskiej planowałem zostać na uczelni i tam rozpocząć doktorat. Wtedy jednak pojawiła się możliwość wyjechania na Zachód. W sierpniu 1999 r. wyjechałem do Indiana University w Bloomington i tam też zrobiłem doktorat. Niestety nie z mojej ukochanej teorii względności, ale właśnie jej poświęcałem wolny czas. Po godzinach pracy zajmowałem się właśnie tym co pokochałem w wieku 17 lat, czyli fizyką grawitacyjną. Zawsze uważałem, że jest ona czymś tak pięknym, że nie chciałem jej poprawiać. Jednak i ona ma pewne błędy i właśnie one skłoniły mnie do badań w dziedzinie grawitacji.

Czym pan się dokładnie zajmuje, jakie badania przeprowadza?

- Zajmuję się zagadkami wszechświata. Moje badania koncentrują się nad kosmologią, fizyką teoretyczną i astrofizyką. Ktoś kto nie zajmuje się nauką, zapyta: A po co i dla kogo te badania? Więc odpowiadam: - Dziewięćdziesiąt lat temu ludzie nie wiedzieli po co trwają badania nad mechaniką kwantową, a teraz mamy komputery, które by bez niej nie działały. A gdyby nie było teorii ogólnej względności, nie byłoby teraz tak przydatnego GPS - po prostu mylił by się o parę kilometrów. Dlatego sądzę, że warto robić badania podstawowe - wiedza jest potęgą, im wiemy więcej, tym lepiej. Ja sięgam jeszcze dalej. Zastanawiam się nad tym, jak powstał wszechświat, co się dzieje we wnętrzu czarnych dziur. Zwykłego mieszkańca naszej planety może i to nie zafascynuje, ale wszystkich filozofów zawsze interesowało, jak powstał nasz świat.

Jakie były pana pierwsze wrażenia, po wyjeździe do USA? Jakie zauważył pan różnice w nauczaniu?

- Są różnice. Studia doktoranckie wyglądają inaczej niż w Polsce, początkowo poziom jest znacznie niższy, dopiero ostatni rok jest już faktycznie wyrównany z naszymi studiami doktoranckimi. Inna jest też mentalność ludzi. Pamiętam jeden egzamin, gdy profesor wyszedł na pół godziny, zostawiając studentów bez opieki... nic się nie stało, każdy pisał dalej w ciszy i w skupieniu, nikt nie ściągał. Wykładowcy czasami dawali tzw. egzaminy domowe, gdzie student odpowiadał na pytania już w domu - miał tylko zapowiedziane, że nie może korzystać z pomocy internetu i innych osób. Tak sobie wtedy pomyślałem, jakby to wyglądało w Polsce, gdyby takie praktyki stosowano...

Prowadzi pan badania i wykłada. Czy nauczanie młodych ludzi jest tym czym chciał, by się pan zajmować?

- Ja lubię uczyć, ale nie muszę. Zdecydowanie bardziej wolę liczyć, publikować i tworzyć nowe teorie.

Jakie są pana marzenia na przyszłość? Co chce pan zdobyć, odkryć, zbadać?

- Ja zajmuję się teorią grawitacji, a ona jest jednym z dwóch filarów fizyki teoretycznej. Drugim jest kwantowa teoria pola. Naukowcy od kilkudziesięciu lat próbują połączyć te obie teorie, chcą stworzyć kwantową teorię grawitacji - czasem nazywa się ją teorią wszystkiego. Na razie nie odnieśli sukcesu. Ja próbuję i to jest moim celem życiowym. Drugim celem jest wytłumaczenie wszystkich zagadek wszechświata - co dało początek wielkiemu wybuchowi, od czego zaczął się wszechświat? Ja już mam drobną koncepcję... Następnie - czym jest ciemna energia, która przyśpiesza rozszerzanie się naszego wszechświata, czym jest ciemna materia, która istnieje, choć jej nie widać. Dlaczego czas płynie w jedną stronę? I wreszcie - gdzie jest antymateria? Na część tych zagadek mam już odpowiedź. Jeśli chodzi o kwantową grawitację, daję sobie na to skromnie całe swoje życie.

Gdyby dostał pan propozycję wykładania na pana rodzimej uczelni – UW - podjąłby się pan tej pracy?

- Z chęcią. Najlepiej gdyby były to wykłady z grawitacji albo mechaniki klasycznej czy też z elektromagnetyzmu - to są moje ulubione dziedziny. Zwłaszcza, że jest paru wykładowców, z którymi z chciałbym tu współpracować.

Jak to się stało, że osoba, która wychowała się w domu pełnym sztuki, zakochała się w fizyce? Skąd u pana fascynacją naukami ścisłymi?

- Ulubionymi przedmiotami mojej mamy były matematyka, chemia i fizyka. Rodzice, a także moi bracia, są artystami. Myślę, że dzięki temu mam artystyczny pogląd na wszechświat. Sądzę, że zdecydowana większość prac naukowych na temat fizyki, to prace, które wyłącznie komplikują, nie odpowiadają na podstawowe pytania. Ja chcę jak najprościej opisać wszechświat, bez odwoływania się do czegoś, czego jeszcze nie odkryto. Uważam, że wynika to z mojego poczucia piękna, że właśnie kosmos jest piękny, że jest prosty i ma proste teorie. Piękne i estetyczne zasady u podstaw - ja właśnie w to wierzę i dzięki temu mój obraz wszechświata jest prosty.

Naukowiec z Radomia w programie Discovery - poniżej film, w którym mowa jest o Nikodemie Popławskim. Wprawdzie jego autorzy pomylili miasto, z którego pochodzi nasz bohater, ale wybaczamy - w końcu porównali pana Nikodema do Mikołaja Kopernika...


Nina Zaborowska/ Foto M. Sołśnia

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy