Nieudana inauguracja. ROSA poległa w Zgorzelcu

Nieudana inauguracja. ROSA poległa w Zgorzelcu
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

ROSA poległa w Zgorzelcu fot. S W29 dzień września 2012 roku – to data, która już na stałe zapisała się w annałach radomskiej historii sportu. Właśnie ten pozornie zwykły dzień, przypadł na tak oczekiwany debiut ROSY Radom w Tauron Basket Lidze. Debiut, co prawda, kompletnie nieudany, bo zakończony sromotną porażką, jednak mimo to, nie ma powodów do płaczu.

Z uwagi na fakt, że mecz był rozgrywany tuż przy granicy z Niemcami, pozwoliłem sobie zatytułować niniejszy artykuł w języku niemieckim - Die  Katastrophe, co jak łatwo się domyślić, oznacza w języku polskim katastrofę - jedno z wielu określeń, które przychodzą na myśl po sobotnim meczu ROSY.

ROSA z pewnością nie jechała do Zgorzelca w roli faworyta, wszak Turów to uznana i ceniona marka na koszykarskiej mapie Polski. Zarówno eksperci, jak i bukmacherzy skazywali nas na porażkę. Gospodarzy stawiano w roli wyraźnego faworyta spotkania z kilku powodów: przede wszystkim mocniejszej kadry, ale także większego doświadczenia na ekstraklasowych parkietach, czy tez atutu własnego boiska. Niestety - wszystkie te przewidywania w pełni się potwierdziły.

Wydaje się, że zawodnikom z Radomia zabrakło nieco obycia w grze na tym poziomie rozgrywek i mimo wszystko - zgrania, ale co oczywiste - to przyjdzie z czasem. A przynajmniej przyjść powinno...

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Turów był lepszy w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Gospodarze byli szybsi, skuteczniejsi, lepiej zbierali, grali po prostu z większym polotem. Radomian przewyższali także pod względem boiskowego cwaniactwa.

Cóż, mówi się, że w baskecie o wyniku końcowym często decydują detale. Jeden minimalnie chybiony rzut, jedna zbiórka w obronie, czy jedna błędna decyzja sędziego. Tym razem tak nie było. To nie była minimalna porażka. O wyniku nie zadecydowały szczegóły. To był istny blamaż. Turów rozjechał ROSĘ. Wdeptał ją w ziemię. Rozgniótł niczym bezbronnego robaka.

Należy jednak pamiętać, że ROSA grała w osłabieniu. Do Zgorzelca nie pojechał Marcin Kosiński, nie grał również Artur Donigiewicz. Nie powinno to jednak stanowić większego usprawiedliwienia, bowiem kontuzje są przecież częścią sportu. Ciężko też sądzić, by ewentualna obecność Iwo, bądź Dongi, uchroniła ROSĘ od porażki. Co najwyżej jej rozmiary byłyby troszkę mniejsze.

Na uwagę zasługuje też publiczność zgromadzona w hali Centrum Sportowego - byli oni przysłowiowym 'szóstym zawodnikiem' teamu ze Zgorzelca. Może lekką przesadą byłoby stwierdzenie, że zgotowali oni zawodnikom ROSY piekło, ale przyznać należy, że atmosfera na trybunach była naprawdę gorąca.

W pierwszym akapicie artykułu napisałem, że pomimo porażki w fatalnym stylu, nie ma co płakać. Oczywiście, że nie ma - ROSA, jako debiutant musi zapłacić frycowe i zapewne jeszcze niejednokrotnie przegra, być może nawet równie wysoko, jak w sobotę. Trzeba jednakże koniecznie wyciągnąć wnioski z debiutanckiej klęski, ciężko trenować, by takie mecze przytrafiały się jak najrzadziej i ... cieszyć się, że TBL jest ligą kontraktową, w której nawet ostatnia drużyna w tabeli nie ulega degradacji do pierwszej ligi.

Emil Ekert

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy