Napisał do niego Brian May!

Napisał do niego Brian May!
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ


Radek gości nas w swoim mieszkaniu. Przygotował się na tę wizytę ubierając koszulkę z wizerunkiem zespołu i zawieszając plakietki potwierdzające jego przynależność do fanklubu.

Nie jesteś typowym zbieraczem gadżetów związanych z Queen?

Jestem przede wszystkim miłośnikiem muzyki. Gadżety, które mam są kwestią przypadku. Z każdym z tych przedmiotów, które mam wiąże się jakaś historia.


Które są najcenniejsze?

Największym skarbem jest oczywiście możliwość zobaczenia Queen na żywo, ale z namacalnych rzeczy najcenniejsza jest moneta otrzymana od Briana May'a. Być może dostałem ja na „odczep się” podczas koncertu w 1998 roku. Stałem pod samą sceną, Briana miałem na wyciągnice ręki i korzystając z okazji bezustannie dotykałem jego buta (śmiech). Chyba miał mnie już dość i chciał, żebym dał mu spokój, bo w pewnym momencie wręczył mi monetę, której używał jako kostki do gry. Innym cennym dla mnie przedmiotem jest list, który także od niego dostałem. Pewna znajoma jakimś cudem dotarła do jego adresu, którym się ze mną podzieliła. To był czas, gdy zbliżały się jego urodziny i postanowiłem zrobić mu prezent. Było to niedługo po koncercie w Polsce, więc kupiłem bogato ilustrowany album o Warszawie. Zapakowałem, dołączyłem krótki list i wysłałem. Nie dopisałem, że dostałem od niego monetę, bo jeszcze by sobie przypomniał, że go macałem po bucie (śmiech). Po kilku tygodniach dostałem odpowiedź Długo nie mogłem w to uwierzyć. Z ciekawszych przedmiotów mam także specjalną edycję studyjnej płyty Queen z Paulem Rodgersem. Ciekawostką jest to, że trafił mi się bilet z numerem 1. Czy był to pierwszy? Pewnie nie.


Jak się zaczęła Twoja miłość do Queen? Kiedy zespół święcił triumfy byłeś wówczas kilkuletnim chłopcem...
Za to bardzo dobrze pamiętam początek roku 1991 czyli jakieś 10 miesięcy przed śmiercią Freddiego. Wówczas ukazała się płyta „Innuendo”. Początek lat 90. zbiegł się z ekspansją telewizji kablowej w Polsce. A dostęp do MTV dawał możliwość bycia na bieżąco z nowościami muzycznymi. Wtedy też poznałem inne moje miłości muzyczne jak Pet Shop Boys, Roxette, Guns N Roses czy Bon Jovi. Jednak najbardziej zainteresował mnie właśnie Queen. „I'm going slightly mad” i„Head long” to były pierwsze utwory, które dobrze kojarzyłem i których oglądałem klipy. Siostra pożyczyła mi kasetę z pierwszym albumem „A Night at the Opera” i wtedy przekonałem się, że jest to zespół, który będzie towarzyszył mi do końca życia. Nadszedł listopad 91, zmarł Freddie Mercury, Queen było wtedy wszędzie - nie tylko na kanałach muzycznych, ale także na publicznych. Wtedy szerzej poznałem twórczość zespołu.

Czy Tobie w jakiś szczególny sposób zapadł w pamięć dzień, w którym zmarł Freddie Mercury?

Pamiętam dokładnie poranek 24 listopada, Freddie zmarł wieczorem. Powszechnie wiadomo, że dzień przed śmiercią wydał oświadczenie. Wówczas nie tylko brytyjska prasa brukowa od wielu miesięcy sugerowała, że z wokalistą dzieje się coś niepokojącego, ponieważ przestał udzielać się publicznie, a zespół mimo wydania dwóch płyt nie pojechał w trasę koncertową. Mówiono o AIDS, co też sugerowały zdjęcia, na których był wychudzony. Zespół otoczyła aura tajemniczości. Komunikat na temat swojego stanu zdrowia Freddie wydał dobę przed śmiercią, to dokładnie pamiętam. Oglądałem program MTV News, prowadził go Steve Blame. Właśnie wtedy na tle zdjęcia Freddiego zobaczyłem fragment oświadczenia, w którym przyznał, że jest zarażony wirusem HIV i że choruje na AIDS. Kilkanaście godzin później zmarł. Nasza telewizja pokazywała zdjęcia z pogrzebu. Pamiętam słowa mojej mamy, gdy widziała morze kwiatów na jakimś placu „Boże, kto to umarł, że tyle kwiatów?”. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że chodzi o niego. To był ten moment, gdy Queen stał się znowu numer 1 na świecie.

W wielu zespołach zmieniają się wokaliści. Fani nie zawsze to akceptują. Nie miałeś takiego odczucia w przypadku Queen?

W kwietniu 1992 roku odbył się wielki koncert ku pamięci Freddiego, z którego dochody zostały przeznaczone na walkę z AIDS. Wzięli w nim udział najwięksi: Guns N Roses, Metalica, David Bowie., Elton John. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem jak to jest, gdy inni wykonują piosenki śpiewane przez Mercurego. Jednak moim zdaniem średnio pasowali do stylistyki Queen. Wtedy miałem konserwatywne podejście do zespołu, tak jak wiele innych osób, że Freddie Mercury jest nie do zastąpienia. Czego by nie mówić o późniejszych kolaboracjach zespołu, to faktycznie jest on nie do zastąpienia.

Chodzi o jego niewątpliwą charyzmę?

Również, ale dla mnie najważniejszy był jego głos. Drugiego takiego nie znajdziemy. Do tego dochodzi jego zachowanie sceniczne.

A co sadzisz na temat współpracy Queen z innymi wokalistami?


Obserwowaliśmy pojedyncze przypadki nagrań z boysbandem typu Five, czy z Robbie Wiliamsem z Take That, czy nawet na użytek reklamy Pepsi z Britney Spears. Traktowałem to jako przygodę, w którą zespół się bawi, widać sprawiało im to przyjemność. A pewnie też nieźle na tym zarobili. Nie nastawiałem się do tego krytycznie, choć współpraca z Robbiem Williamsem była pomysłem poronionym.

Kiedy zacząłeś kolekcjonować swoją płytotekę?

Zacząłem, gdy miałem kilkanaście lat, już po śmierci Freddiego Teraz mam już całą, a obecnie kompletuję wszelkie wydania DVD. Poznałem każdą piosenkę nuta po nucie. Po śmierci Freddiego niewiele się działo z zespołem, więc każda późniejsza inicjatywa podjęta przez zespół była wydarzeniem. W 1995 roku wydano pośmiertny album „Made in Heaven”, który składał się z piosenek już trochę znanych, ale na nowo zaaranżowanych oraz z piosenek jeszcze niepublikowanych, które Freddie nagrał przed śmiercią. Dla mnie to było coś fantastycznego, gdy trzech moich idoli wchodzi do studia by dograć to, co było nieskończone przez Freddiego. Myślę, że stąd ten tytuł „Made in Heaven”, taka współpraca między ziemią a niebem.

A jakbyś określił pracę zespołu na przestrzeni ostatnich lat?

Najpierw była współpraca z Paulem Rodgersem, byłym wokalistą Free i Bad Company, z którym nagrali płytę studyjną i pojechali w dwie trasy koncertowe. Można powiedzieć, że to już nowy Queen. Mimo że z oryginalnego składu zostało tylko dwóch członków, bo należy zaznaczyć, że basista John Deacon przeszedł na emeryturę, całkowicie wycofał się z tego, co kontynuują Brian May i Roger Taylor.

Czy nowi wokaliści podejmują się wykonania utworów Mercurego?

Byłem na koncercie Queen z Paulem Rodgersem w Hamburgu. Istne szaleństwo! Początkowo miało odbyć się jedynie kilka koncertów, jednak zespół z nowym wokalistą został bardzo dobrze przyjęty i trasa koncertowa objęła także całą Europę i inne kontynenty. Współpraca z Paulem Rodgeresem, to dowód na to, że wciąż są fani, dla których zespół nie skończył się wraz ze śmiercią Freddiego. Należy pamiętać, że zespół utworzył Brian May i Roger Taylor. Dopiero później dołączył do nich Freddie. To oni są trzonem zespołu, dlatego mają prawo do wszelkich zmian, czy się to komuś podoba czy nie.

A teraz mamy Adama Lamberta. Następcy Freddiego wpasowywali się w pewien sposób w nurt, jaki prezentował wcześniej Queen. Adam Lambert jest zupełnie inny...tak trochę od czapy...

... Niektórzy zarzucają, że został sztucznie wykreowany jako zwycięzca amerykańskiego Idola, który tworzy muzykę dla nastoletnich dziewcząt. Ale też nigdy nie ukrywał, że jest wielkim fanem Queen. Już podczas programu mieli okazję razem wystąpić. Co zabawne Lambert wiele lat temu, brał udział w przesłuchaniu do musicalu „We will rock you” opartego na muzyce Queen i został odrzucony. Queen jest nim zachwycony. Do aktualnej trasy koncertowej przygotowywali się bardzo długo. Obserwowałem ich na koncercie we Wrocławiu (7 lipca br.) i odpowiadało mi. Choć w niektórych momentach maniera wokalna Lamberta odbiega od klasycznego wizerunku Queen z Freddiem. Użyłaś określenia od czapy... no faktycznie został wybrany tak ni z gruchy ni z pietruchy. Na początku wydawało mi się, że zgłupieli na starość biorąc sobie takiego młodzika.

Może potrzebna była im świeża krew?

Być może, ale ludziom ten skład się podoba. Na koncercie były i nastoletnie dziewczynki z wizerunkiem Adama, jak i fani z pokolenia moich rodziców. Dla mnie ten koncert we Wrocławiu był możliwością, aby zobaczyć moich idoli, którzy towarzyszą mi od dzieciństwa. Jestem nim zachwycony. Ja akceptuję nowego wokalistę. Fantastyczna barwa głosu, potrafi z nim zrobić rzeczy fenomenalne. Nie zestawiam go z Freddiem, bo to jak niebo a ziemia, ale go akceptuję.

Queen pasjonuje Cię ze względu na muzykę, teksty, czy na wszystko po trochu?

Teksty są oczywiście ważnym elementem twórczości zespołu, ale zupełnie szczerze, pod względem tekstowym są lepsze zespoły – pewnie grupa fanów się z tym nie zgodzi. Mnie urzekła muzyka. Perkusja, bas, gitara Briana - niezwykle charakterystyczna. Na pierwszym miejscu jest głos Freddiego, który potrafił zaśpiewać wszystko, od popowych kawałków po „Barcelonę” ze śpiewaczką operową Montserrat Caballe. Świadczy to o jego ogromnym talencie. Jestem nastawiony na popis instrumentów, który doskonale można doświadczyć podczas koncertów. Jestem zwolennikiem klasycznego, spokojnego rocka, tym właśnie urzekł mnie Queen od samego początku.

Należysz także do polskiego fanklubu Queen, bierzesz udział w zlotach. Co daje przynależność do takiej grupy?


Fanklub istnieje od 10 lat i zrzesza około 100 osób. Ja należę do niego od 2005 roku. Co daje? Nieodłącznym elementem fanklubu jest bardzo prężne forum internetowe, na którym mamy setki użytkowników. Polega ono na wymianie doświadczeń, opinii i recenzji, często bardzo krytycznych. Jeżeli się zagłębimy w lekturę tego forum to zobaczymy, że nie ma tam samych fanów, którzy ślepo wierzą w to, co zobaczą, ale potrafią tez krytycznie ocenić. Na forum jest także specjalny dział, w którym spotkamy fanów-kolekcjonerów.

Czyli wygląda to jak spotkania sympatyków, na których omawiacie dawne i obecne dzieje?

Zgadza się. Zwłaszcza teraz, że w ostatnich miesiącach znów bardzo dużo dzieje się wokół Queen. To nie jest tak, że Queen przestał istnieć w momencie, gdy w listopadzie 1991 roku zmarł Freddie Mercury. Od tamtego czasu minęło ponad 20 lat, ale Queen mimo tego funkcjonuje w różnych konfiguracjach, koncertuje i nagrywa płyty. Na forum omawiamy na przykład płyty z lat 70., jak i również bieżące wydarzenia. Fanklub wydaje także raz na kwartał fanzin, który poświęcony jest tematyce Queen. Przez jakiś czasem zajmowałem się jego korektą. Jest także organizatorem zlotu fanów, który odbywa się co rok w Nowym Mieście Lubawskim

Jak wygląda taki zlot?

Na zlocie spotyka się kilkadziesiąt osób, czasami mamy gości z Wielkiej Brytanii. Są to osoby w różnym wieku, od kilkunasto- do kilkudziesięcioletnich fanów. Zlot trwa przeważnie 3-4 dni, podczas których odbywają się wszelkiego rodzaju konkursy, karaoke, quizy, dyskoteki, wspólne oglądanie koncertów, oczywiście wszystko jest związane z Queen. Co roku jest jakiś motyw przewodni. Podczas dyskotek przebieramy się w stroje charakterystyczne dla danego motywu. Dla każdej płyty i dla każdego okresu, w którym tworzył zespól były jakieś znamienne cechy typu ubiór, zachwianie sceniczne. Na zlotach staramy się to naśladować. Ale nie wszyscy biorą w tym udział. Cześć osób, w tym ja, zakłada jedynie koszulki z nazwą zespołu.

Na czym polega fenomen Queen?

Na ich oryginalności, na sile. Ich muzyka jest bajeczna, magiczna. Te dwa słowa najlepiej oddają ich twórczość.




Roksana Kowalewska (r.kowalewska.cozadzien@op.pl), fot. Szymon Wykrota

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy