Potworna historia dzieciobójczyni spod Radomia

Potworna historia dzieciobójczyni spod Radomia
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ


W 1923 roku Polska - młody kraj zdewastowany wojnami - zmagała się z olbrzymim kryzysem gospodarczym, hiperinflacją i rosnącym bezrobociem. Zwłaszcza na wsiach panowała nędza. Dochodziło nawet do śmierci głodowych. Pod Ra­do­miem grupy głod­nych Romów krad­ły je­dze­nie i zwierzę­ta miesz­kań­com oko­licz­nych wsi. Na po­cząt­ku grud­nia po­li­cja aresz­to­wa­ła, właśnie pod zarzutem wielokrotnych kradzieży, 40 - letniego Cygana. Jego żona, 32- letnia Ma­rian­na Do­liń­ska straci­ła w ten spo­sób jedy­ne źró­dło utrzy­ma­nia. Więk­szość życia spę­dzi­ła w obo­zie cy­gań­skim, na terenach okolic Rajca i Dąbrowy Kozłowskiej. Kiedy grupa się roz­pa­dła, ko­bie­ta nie miała do kogo
pójść z proś­bą o pomoc. Jej rozpacz musiała być tym większa, że panowała mroźna zima.

MORD I SZALEŃSTWO

11 grudnia Marianna Dolińska wę­dro­wa­ła z dzieć­mi po zamarzających bagnach pomię­dzy An­to­niów­ką, Dą­bro­wą Ko­złow­ską i Sicz­ka­mi. Około godz. 20 w obłędzie i rozpaczy, nie chcąc, by dzieci cierpiały podczas głodowej agonii, powiesiła całą czwórkę na drzewie: Zofię (6 miesięcy), Antoniego (3 lata), Bronisławę (5 lat) i Stefana (7 lat). Następnego dnia około godz. 13 Dolińska zgłosiła się do komisariatu policji w Radomiu i przyznała się do morderstwa. Policja udała się na miejsce zbrodni, do lasku w okolicach Antoniówki. Kobietę aresztowano, a policyjny fotograf wykonał kilka zdjęć powieszonych dzieci.
Pod­czas trwa­ją­ce­go pół roku śledz­twa ko­bie­ta była prze­trzy­my­wa­na w Ra­do­miu i War­sza­wie.
Dolińska miała w tym czasie napady szału, autoagresji, popadała w kilkudniowy stupor. Psychiatrzy orzekli, że była „neutralnym sprawcą zbrodni, osobą pozbawioną w momencie dokonania czynu świadomości konsekwencji”. Skierowano ją na leczenie do szpitala psychiatrycznego w Tworkach, gdzie roz­po­zna­no u niej cho­ro­bę afek­tyw­ną dwu­bie­gu­no­wą. W „Roczniku Psychiatrycznym” opiekujący się kobietą lekarz Witold Łuniewski nazwał jej przypadek „psychopatologiczną próbą dokonania rozszerzonego samobójstwa, którego chora nie doprowadziła do końca”. Marianna Dolińska umarła w 1928 roku i została pochowana na szpitalnym cmentarzu.

ŻYCIE STRASZNEJ FOTOGRAFII

Po śmierci kobiety doktor Łuniewski poświęcił jej kolejny artykuł w "Roczniku Psychiatrycznym"
i zilustrował go zdjęciami zabitych dzieci oraz samej Dolińskiej. W 1948 roku inne ujęcie strasznej fotografii opu­bli­ko­wa­no w pod­ręcz­ni­ku me­dy­cy­ny są­do­wej Wik­to­ra Grzy­wo-Dą­brow­skie­go.
Nie wiadomo jak trzecia wersja zdjęcia spod Antoniówki została z czasem uznana za ilustrację zbrodni wykonanej przez Ukraińską Powstańczą Armię na polskich dzieciach, na Ukrainie w 1943 roku. Wersja ta przedstawia powieszone dzieci Dolińskiej z jeszcze innej perspektywy, dodatkowo zdjęcie jest lustrzanym odbiciem dwóch pozostałych wersji. Na zdjęciu znajdują się jasne, poszarpane rysy, które zostały uznane przez niektórych komentatorów za drut kolczasty – w rzeczywistości są to rysy na negatywie lub ślady zginania odbitki.
Praw­do­po­dob­nie po raz pierw­szy zdję­cie za­mor­do­wa­nych dzie­ci Do­liń­skiej opi­sa­no jako ofia­ry UPA na po­cząt­ku 1993 r. w piśmie "Na Ru­bie­ży". Od tego czasu fotografia pojawiała się w różnych publikacjach (nawet na okładce książ­ki "Lu­do­bój­stwo UPA na lud­no­ści pol­skiej"), stając się symbolem  zbrodni banderowców. Wersja ta była tym bardziej prawdopodobna, że na Ukrainie UPA rzeczywiście dopuszczała się bestialstwa, rzeczy o wiele gorszych, niż wieszanie dzieci na drzewach.

ECHA PRZESZŁOŚCI

W 2007 roku powstał projekt warszawskiego pomnika ofiar UPA. Rzeźbiarz Ma­ria­n Ko­niecz­ny wykorzystał tu motyw ze zdjęcia dzieci Dolińskiej. Zareagowała "Rzecz­po­spo­li­ta", która opisała prawdziwą historię fotografii. Roz­pę­ta­ła się dys­ku­sja. Jedni argumentowali, że projekt jest zbyt drastyczny i zafałszowany, drudzy - że choć fo­to­gra­fia przed­sta­wia inne wy­da­rze­nie, to jest ilu­stra­cją fak­tycz­nej dzia­łal­no­ści UPA, bo wie­sza­nie dzie­ci na drze­wach rze­czy­wi­ście miało miej­sce pod­czas rzezi wo­łyń­skiej. W efek­cie której Ko­niecz­ny zmie­nił pro­jekt. Jednak nadal za­kła­dał on, że na pniu sty­li­zo­wa­ne­go drze­wa będą wi­sia­ły ciała. Do dziś war­szaw­ski mo­nu­ment nie sta­nął ani na Placu Grzy­bow­skim, gdzie pier­wot­nie pla­no­wa­no jego bu­do­wę, ani ni­g­dzie in­dziej.
Wcześniej pomnik ku pa­mię­ci Po­la­ków za­mor­do­wa­nych przez UPA powstał w Przemyślu. Tuż po jego odsłonięciu ktoś umieścił na krzyżu ka­mien­ny posąg, przed­sta­wia­ją­cy wi­szą­ce na drze­wie dzie­ci. Po dyskusji wywołanej przez "Rzeczpospolitą", władze pomnika postanowiły o zdemontowaniu rzeźby z pomnika.

RED, źródło zdjęć: Wikipedia

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy