Tylko nie puszczaj... Recenzja "Grawitacji 3D"

Tylko nie puszczaj... Recenzja
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Reżyser filmu, Alfonso Cuarón, przed paroma laty nakręcił bardzo przyzwoite kino s-f w postaci "Ludzkich dzieci". Tym razem opuścił jednak ogarniętą chaosem Ziemię na rzecz bezkresnego kosmosu. "Grawitacja" to kino raptem dwóch aktorów. W trakcie rutynowej misji dochodzi o eksplozji, wahadłowiec i cała stacja ulegają zniszczeniu, a para dryfujących w kosmosie astronautów przywiązanych do siebie liną musi znaleźć sposób, aby wrócić na Ziemię. Brak kontaktu radiowego pozornie przekreśla wszystkie szanse na ratunek, strach przeradza się w panikę, a każdy nerwowy dech pochłania kurczące się w zastraszającym tempie zapasy tlenu. Tymczasem jedynym ratunkiem może być tylko jeszcze głębsze zapuszczenie się bezmiar kosmosu...

Od paru lat w kinie trwa bum na 3D. Nie każdy film powinien jednak być obdarzony trzecim wymiarem, choć filmowcy uparcie nam wmawiają, że jest inaczej. W zaledwie paru produkcjach, trójwymiar faktycznie wnosi coś do ich treści i formy, jak choćby uczynił to "Avatar". Podobnie jest i tutaj. Pierwsze skrzypce gra Sandra Bullock jako dr Ryan Stone, inżynier medyczny na swojej pierwszej misji, a towarzyszy jej starzejący się jak wino George Clooney, wcielający się w weterana lotów kosmicznych Matta Kovalsky'ego na swojej ostatniej misji. Mamy dwie bardzo różne postaci, które w trudnej sytuacji muszą podjąć się współpracy i sobie zaufać, chcąc wrócić do domu. Myślę, że dobór doświadczonych i nieco starszych aktorów jest idealny, bardziej przekonywujący. Sam scenariusz "Grawitacji" nie jest może najwyższych lotów, dzięki 3D film jednak sporo zyskuje. Obawy, czy poza wybuchami na ekranie coś się dzieje, są tylko pozorne, a twórcom udało się za sprawą zaskakującej, jak na takie warunki, liczby dialogów zbudować całkiem wyraziste postaci.

Lecz czy w próżni słychać dźwięk? Nie, choć film nie jest niemy. Zamiast wybuchów z głośników dobiega nas głuche dudnienie i delikatna muzyka budująca nastrój. Samej grawitacji w "Grawitacji" też jest niewiele. Bohaterowie mają za to inny problem: by się czegoś chwycić. A kiedy już im się to uda, pod żadnym pozorem nie wolno się puścić. Film przez większość czasu trzyma w napięciu, pod koniec jednak zdecydowanie spowalnia, dając czas bohaterce na przemyślenia. Na szczęście sama końcówka jest ponownie emocjonująca i pokazuje, że i z samym lądowaniem może być wiele problemów. "Grawitacja" jest skierowana zdecydowanie do wielbicieli s-f, do tej pory w kinach nie było niczego podobnego, i koniecznie do do obejrzenia w 3D. Bez tego i efektów, jakie niesie ze sobą trzeci wymiar, film wypada niestety średnio, co źle wróży oglądaniu go gdziekolwiek indziej, niż na kinowej sali.

Tomasz Woźniak

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy