"Bitwa pod Wiedniem" kiczem tego roku?

Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Opinie widzów na temat "Bitwy pod Wiedniem" niestety w większości nie były pochlebne. Film okazał się tandetną baśnią z elementami historycznymi, której efekty specjalne aż przerażały swoją naiwnością, a polskie akcenty były żenujące. Ten film kosztował ok. 50 mln zł? Zadziwiające.

Na uroczystej premierze w Heliosie pojawiła się radomska elita polityczna i kulturalna oraz uczniowie VIII LO im. Jana III Sobieskiego, którzy przedstawili krótką scenkę rodzajową o królu Polski i jego małżonce Marysieńce. Wprowadzenie do filmu wygłosi historyk Krzysztof Szewczyk. Pokaz uświetnili miłośnicy epoki, w której rozgrywa się akcja filmu. Zaprezentowali stroje husarskie oraz szlacheckie z XVII wieku.


Trochę historii
W 1683 r. 300 tys. wojowników Imperium Osmańskiego rozpoczęło oblężenie Wiednia. Ich wodzem był Wielki Wezyr Kara Mustafa, który ogłosił dżihad, czyli świętą wojnę przeciwko Europie chrześcijańskiej. Turcy od czasu zdobycia Bizancjum opanowali całą Grecję i Bałkany, Europę Południowo-Wschodnią, połowę Morza Śródziemnego, całą Afrykę Północną, Ziemię Świętą, Bliski i Środkowy Wschód. By całkowicie obezwładnić chrześcijaństwo, Mustafa postanowił zaatakować Rzym. Zdobycie Wiednia miało mu umożliwić szybkie przedostanie się do kolebki chrześcijaństwa. Oblężenie Wiednia rozpoczął 14 lipca.Papież Innocenty XII, widząc powagę sytuacji, wysłał o. Marco d'Aviano do króla Polski, Jana III Sobieskiego z prośbą o pomoc. Król nie zwlekał. Z polskimi wojskami dotarł do Wiednia 11 września. Następnego dnia doszło do decydującej bitwy. Pod wodzą króla Jana husaria stoczyła morderczą walkę, w której ważyły się nie tylko losy miasta, ale i całej Europy. Znamy jej finał.

Coś o filmie
"Bitwa pod Wiedniem" okazał się wątpliwej jakości dramatem historycznym, który wzbudził raczej śmiech i zażenowanie u widzów, którzy przybyli na premierę 12 października. Nie dość, że twórcy nie uniknęli kilku istotnych wpadek, to jeszcze polscy aktorzy, mimo swoich chęci i profesjonalizmu, nie zrobili z niego interesującego, historycznego filmu o zwycięstwie Polaków w najważniejszej bitwie w dziejach ludzkości.

Włoskie akcenty
Reżyser Renzo Martinelli przedstawił historię dwóch dni bitwy pod Wiedniem (11 i 12 września 1683 r.). Zrobił coś w rodzaju baśni z elementami magii, boskości, ale z marnym skutkiem. Kiepskiej jakości efekty specjalne pogrążyły ten film. W naszych czasach nie powinno być takich wpadek zwłaszcza przy tak drogiej produkcji. Sztuczny wilk, sztuczne wojsko muzułmanów, sztuczne Imperium Osmańskie - widzowie śmiali się, kiedy to oglądali.
A główny bohater mnich? O. Marco, widzi i słyszy więcej niż inni, jest dotknięty palcem Bożym, przy swojej pokorze, ascezie i rozmodleniu, potrafi uzdrawiać ludzi, co powoduje, że go ubóstwiają, a nie Boga. Na czas wojny z Karą Mustafą jest doradcą króla wiedeńskiego.
Wygląda na to, jakby to właśnie od ubogiego mnicha zależało powodzenie tej wojny.

Polskie akcenty
Borys Szyc, który nie wypowiedział ani jednego słowa w filmie, a jego nazwisko jest wymienione w czołówce, infantylna i zmanieryzowana Alicja Bachleda-Curuś, przerażony, mało męski, raczej tchórzliwy Piotr Adamczyk i Daniel Olbrychski, którego głównym zadaniem było kiwanie głową i wypowiedzenie tekstu: "Ognia!" - to chyba mówi samo za siebie. Żenada. Na szczęście honor polskiego aktorstwa uratował... Jerzy Skolimowski, który jako Jan III Sobieski był autentyczny, nieokiełznany, krnąbrny, stanowczy, inteligentny, waleczny - po prostu polski.



Filmowa bitwa pod Wiedniem
Reżyser ukazał zbyt dużo szczegółów jak na bitwę trzystutysięcznego wojska muzułmanów z kilkudziesięciotysięczną armią chrześcijan. Tło wojny było tak sztuczne i tandetne, że nie dało się tego oglądać. Znów efekty specjalne zawiodły. Warto jednak docenić przygotowania polskiej armii do ostatecznego natarcia na wojsko Kary Mustafy. Wędrówka przez las podczas deszczu, zmaganie się z mokrą i śliską ziemią, wciąganie armat - sam król Polski pomagał innym w tej trudnej i żmudnej pracy - pokazało zaangażowanie Polaków. Szkoda, że sama walka husarii z muzułmanami była taka krótka. A przecież dzięki waleczności i inteligencji Jana III Sobieskiego, odwadze, sprytowi, sprawności Polaków, inwazja muzułmanów na kraje chrześcijańskie nie doszła do skutku. 

Niestety twórcy nie uniknęli wpadek
"Bitwa pod Wiedniem" to ekranizacja jednej z najważniejszych bitew w historii ludzkości. Powstała w koprodukcji Polski, Włoch i Turcji. Ponad 50 krajów zobaczy ten obraz już 12 października. Ta superprodukcja kosztowała mnóstwo pieniędzy, jednak polscy historycy wyłapali kilka wpadek, które nie powinny się pojawić w tak poważnym filmie.

Coś jest nie tak z naszym orłem
- Po pierwsze: orzeł, który znajduje się w filmie na chorągwi polskiej husarii, to nie ten z XVII w. To orzeł sprzed II wojny światowej, który do tej pory widnieje na polskim godle. A po drugie nasz obecny orzeł patrzy w lewą stronę, a orzeł w filmie ma skierowany wzrok w prawo - informuje radomski historyk, Paweł Marzec. - W XVII wieku nie stosowano dwustronnych chorągwi. Wszelkie symbole, znaki, godła były naszywane tylko z jednej strony, zatem głowa orła na chorągwi w filmie rzeczywiście została skierowana w złą stronę. Zamiast z godła Polski, można było śmiało skorzystać z jakiegoś symbolu Maryjnego, które były wówczas popularne - dodaje.

Skrzydła w tornistrach z lat 70. XX w.

Jak donosi portal gazeta.pl, historycy dopatrzyli się kolejnego niedociągnięcia. Podobno piechurzy mieli przenosić skrzydła husarskie w tornistrach. Badacze zgodnie mówią, że nie wiadomo czy skrzydła były w ogóle używane w bitwach, a co dopiero, czy były przenoszone w jakikolwiek sposób. Twórcy filmu wykorzystali do tego celu tornistry z lat 70. i 80. ubiegłego stulecia. Chyba porwała ich ułańska fantazja.

A jakie są wasze opinie na temat "Bitwy pod Wiedniem"? Piszcie do nas.
 

Karolina Sierka/fot. Szymon Wykrota

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy