Studenckie faux pas, czyli czym zdenerwować wykładowcę


Szkoła wyższa to bardzo specyficzne środowisko, w którym na pierwszorocznych studentów czeka wiele niespodzianek.  Na co powinniśmy uważać, by od razu na stracie nie podpaść wykładowcom?


Rzecz pierwsza, którą musi zrozumieć każdy student: wykładowcy nie przyjmują do wiadomości, że kogoś mogą nie interesować zajęcia. Zakładają, że jeśli ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli idzie na konkretne studia, to znaczy że interesuje się daną dziedziną i chce, naprawdę chce, ją zgłębiać. Dlatego nic tak nie dziwi i nie drażni nauczycieli akademickich, jak brak zainteresowania zajęciami. Owszem, wykładowcy zdają sobie sprawę, że wiele – a właściwie większości – studenci nie wiedzą. W końcu po to poszli na studia, żeby się dowiedzieć. Ale jednocześnie nauczyciele zakładają, że studenci dowiedzieć się czegoś chcą. A jeśli nie chcą? Cóż, lepiej tego nie okazywać...

I najlepiej być aktywnym na zajęciach. Wiadomo, że na wykładzie zazwyczaj po prostu słucha się profesora i robi notatki. Ale już na ćwiczeniach czy konwersatoriach bierność jest grzechem. Wyobraźcie sobie, że chcecie porozmawiać z grupą osób, a ta milczy i wpatruje się tępo przed siebie. Horror. Pamiętajmy – grupa, która podczas zajęć milczy jak grób, nie rozmawia z prowadzącym, nie odpowiada na pytania, nie spiera się, nie prezentuje swoich pomysłów i swojego zdania - to prawdziwy dramat dla wykładowcy. Aktywność – oto najprostsza droga do jego serca.

SPIERAĆ SIĘ I DYSKUTOWAĆ

Bardzo często jest tak, że na egzaminie nauczyciele akademiccy podwyższają ocenę studentom, których zapamiętali z zajęć jako aktywnych i zainteresowanych tematem. Po prostu są wdzięczni, że w ogóle ktoś chciał z nimi na zajęciach rozmawiać. I zazwyczaj doceniają samodzielność i oryginalność.

Szkoła wyższa to nie jest podstawówka, gdzie zakłada się, że mądry pan nauczyciel ogłasza prawdy małym dzieciakom. Szkoła wyższa wymaga wspólnoty zainteresowań i współdziałania. Wartość zajęć w połowie zależy od studentów. Jeśli ktoś mówi, że jakieś ćwiczenia były nudne, warto żeby od razu spytał sam siebie: jak aktywny byłem, co zrobiłem, jak bardzo dyskutowałem z prowadzącym? Bo jeżeli ktoś zajęcia przegadał z kolegą albo przespał (co się zdarza i to nierzadko), trudno żeby miał potem pretensje o ich jakość.


SZERSZE ZAINTERESOWANIA

Z tych samych powodów wykładowcy nie znoszą, kiedy studenci po wejściu do sali biegną od razu na ostatnie miejsca, jak najdalej od prowadzącego zajęcia. Nic głupszego nie można zrobić. Dla wykładowcy jest to znak, że takie osoby chcą się schować, zapewnić sobie tylko obecność na ćwiczeniach i nic na nich nie robić. Zazwyczaj jest to odbierane jako afront. Wielu prowadzących tym bardziej odpytuje właśnie tych, którzy siedzą w ostatnich ławkach.

Pamiętajcie też, że większość nauczycieli akademickich nie musi i nie lubi trzymać się sztywno ustalonych reguł i chętnie podczas zajęć zboczy z tematu, porozmawia luźniej ze studentami. Ale musi widzieć w ich oczach zainteresowanie i chęć rozmowy. Podobnie na egzaminie – możemy nie wiedzieć czegoś z ustalonego materiału, ale jeśli pokażemy, że mamy szersze zainteresowania, potrafimy myśleć i wypowiadać się – zawsze zostanie nam to policzone na plus.

PODSTAWY KULTURY

Niestety, musimy też powiedzieć o sprawach, które jeszcze kilka lat temu dla wszystkich były dość oczywiste, a dziś jawią się wielu studentom jako niezrozumiałe. Na przykład żucie gumy na zajęciach, zwłaszcza ostentacyjne, takie z otwieraniem buzi. Trudno w to uwierzyć, ale są studenci, którzy w najlepsze praktykują taką zabawę. Jest to najzwyczajniejszy brak kultury. Jak mamy odpowiadać wykładowcy z pełną buzią? Co ma myśleć prowadzący zajęcia, kiedy widzi ciamkającego studenta? Niejeden nic nie powie, ale potem przypomni sobie o ciamkaczu podczas egzaminu...

Albo szkolne uroczystości, np. matrykulacja czyli uroczyste przyjęcie pierwszoroczniaków w poczet studentów. Czy nie jest to oczywiste, że na taką imprezę przychodzi się w eleganckim stroju? No,... nie dla wszystkich. Informujemy więc: Ludzie! Jeansy i bluza z kapturem to nie na taką okazję!

Oczywiście niemile widziane jest też spóźnianie się na zajęcia.

PANIE MAGISTRZE? DOKTORZE? PROSZĘ PANA?

Teraz o sprawach, które tak oczywiste nie są. Po pierwsze – tytułowanie wykładowców. Są tacy, którzy bardzo nie przejmą się, kiedy ktoś powie do nich „panie magistrze” zamiast „panie doktorze”, albo odwrotnie. Jednak wielu jest na tym punkcie bardzo wrażliwych. Rzecz nie jest trudna - zasadniczo mamy na studiach magistrów, doktorów i profesorów. Dobrze wcześniej sprawdzić (np. na planie zajęć) z kim mamy do czynienia, nim się do niego zwrócimy. 

Uważajmy też przy wpisywaniu do indeksu tytułu, imienia i nazwiska wykładowcy. Wielu już wyleciało z egzaminu tylko dlatego, że zrobiło tu błąd ortograficzny...

Jeszcze a propos indeksów – jeśli idziemy po ocenę lub zaliczenie z jakiegoś przedmiotu, wpisujmy wszelkie dane, a więc nazwę przedmiotu, ilość godzin oraz tytuł, imię i nazwisko wykładowcy. Indeksów nauczyciel nie podpisuje in blanco, to nie czek!

I pamiętajcie, żeby z początkiem studiów złożyć na pół ostatnią stronę indeksu. To przynosi szczęście!


Wykładowca


Wasze komentarze


Polecany artykuł

Medycyna na UTH. Uczelnia gotowa, ale... Kilka miesięcy temu głośno było o tym, że na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym...

x