Noc ciężkich ciosów w Radomiu

Noc ciężkich ciosów w Radomiu
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Najświeższe wiadomości sportowe z Radomia i regionu znajdziesz na profilu Sport.Cozadzien.pl na Facebooku - TUTAJ


Gala MGębski Boxing Night miała być największym pięściarskim wydarzeniem ostatnich lat w naszym mieście i nie zawiodła. Na środku Stadionu Miejskiego ustawiono ring, a murawę przykryły specjalne maty, które miały zadbać o bezpieczeństwo obiektu, z którego na co dzień korzystają piłkarze. –Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby nie zniszczyć murawy. Oddamy obiekt w takiej kondycji, w jakiej go zastaliśmy – powiedział organizator gali, Tomasz Babiloński z Babilon Promotion. – Z założenia miał być to obiekt wielofunkcyjny, dlatego cieszę się, że jest wykorzystywany nie tylko do piłki nożnej. Ale doskonale promuje nasze miasto również jako arena bokserska. Warto zaznaczyć, że to pierwsza od wielu lat gala w naszym kraju na stadionie piłkarskim – dodał prezydent Radomia, Radosław Witkowski.

Kibice, którzy wybrali się w sobotę na boks zobaczyli sześć zawodowych pojedynków oraz dwie walki boksu olimpijskiego, w których wystąpili radomscy zawodnicy. Gala rozpoczęła się od starcia Mateusza Tryca z Remigiuszem Wozem. Ten pierwszy rozbił rywala już w czwartej rundzie. Następnie obejrzeliśmy ciekawe starcie Przemysława Runowskiego z pochodzącym z Tanzanii Twahu Kiduku. Czarnoskóry pięściarz zaskoczył Polaka i posłał go na deski już w drugim starciu, ale w kolejnych rundach zarysowała się przewaga „Kosiarza”, który ostatecznie pewnie wygrał na punkty.

Jednym z ciekawiej zapowiadających się pojedynków było starcie Sergieja Werwejko z Nagym Aguilerą. Ten pięściarz w swojej karierze walczył m.in. z Tomaszem Adamkiem czy Chrisem Arreolą, ale do Radomia nie przyjechał w najwyższej formie. Walka zakończyła się w czwartej rundzie zwycięstwem Werwejki, choć jego rywal miał pretensję do sędziego, że ten nie zauważył kilku ewidentnych ciosów w tył głowy.

MGębski Boxing Night


Przed starciem wieczoru kibiców napędzić miał pojedynek doświadczonego Alberta Sosnowskiego z rozpoczynającym zawodową karierę Łukaszem Różańskim. Jednak to starcie trwało niespełna trzy minuty. Zawodnik z Rzeszowa zaczął bez kompleksów i już w pierwszej rundzie znokautował byłego pretendenta do tytułu mistrza świata. – Chciałem powalczyć dłużej i zdobyć cenne doświadczenie, ale jak go napocząłem to musiałem skończyć robotę – powiedział po walce Łukasz Różański. Dla Alberta Sosnowskiego był to najprawdopodobniej ostatni pojedynek na zawodowych ringach. – Kiedyś trzeba powiedzieć pas. Chciałem wygrać 50 walkę i zakończyć karierę, ale już nie jestem tym samym zawodnikiem co dawniej. Teraz muszę spokojnie wszystko przemyśleć i podjąć decyzję, ale raczej już nigdy do ringu nie wejdę w charakterze zawodnika – zdradził „Dragon”.

Po szybkim nokaucie widzowie musieli uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na pojawienie się głównych bohaterów wieczoru. Tuż po północy do ringu weszli Krzysztof Zimnoch i Joey Abell, a przy ich pojawianiu się można było zobaczyć efektowny pokaz sztucznych ogni. W ringu też nie zabrakło grzmotów. Rosły Amerykanin już od pierwszej rundy rzucił się na Polaka i trafił kilkoma czystymi ciosami. W drugim starciu Zimnoch wrócił do gry i odgryzł się mocnymi uderzeniami. Była to otwarta walka, w której obaj zawodnicy postawili na atak. Nokaut wisiał w powietrzu i pojawił się już w trzeciej rundzie. Pod koniec tego starcia Abell trafił czystym sierpowym Polaka, a ten jak kłoda zwalił się na ziemię. Zimnoch długo się nie podnosił i tym samym przegrał drugą walkę na zawodowych ringach. 


Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy